Copyright Marcin Ch. © 2006 Design by JAsko zalecana rozdzielczość: 1024 x 768

 

 

 

SALOMON ADVENTURE CUP POLAND 2007

OSTATNI TABOR: Sierżant, Skolioza

 

Nasza przygoda z cyklem Salomona zaczęła się od startu na Ziemi Chrzanowskiej Około dwa miesiące przed rajdem zaczęliśmy intensywnie trenować jazdę na rolkach, o których do tej pory żaden z nas nie miał pojęcia - zdecydowaliśmy się bowiem na start w kategorii Profi

 

Ekstremalny Rajd Orła - Zawody zaczęły się około 200 metrowym biegiem do rowerów Na tych z kolei mieliśmy dotrzeć do przepaku zlokalizowanego w szkole w Łazach Po drodze czekało nas jednak jeszcze sporo atrakcji! Już na pierwszym PK rozstawiony był bieg na orientację W ferworze walki daliśmy się ponieść owczemu pędowi, pominęliśmy jeden z punktów i w efekcie tego z powrotem na rowery wsiedliśmy jako jedni z ostatnich Stracony czas staraliśmy się nadrobić dobrymi wariantami i mocnym tempem Nawigacja na rowerach nie sprawiała nam kłopotów i sukcesywnie odrabialiśmy straty Po zaliczeniu kolejnych PK dotarliśmy w okolice Rudna gdzie zlokalizowany był etap rolkowy Okazał się on niebezpieczny nawet dla wprawnych rolkarzy Do pokonania była pętla zaczynająca się od zjazdu drogą publiczną wyłożoną chropowatym asfaltem W połowie tegoż zjazdu należało skręcić w lewo, w boczną drogę, której wylot usiany był dziurami i rozsypanym żwirem... Na szczęście cało dotarliśmy do czekających na nas rowerów, na których popędziliśmy na zadanie specjalne zlokalizowane na kolejnym punkcie Wejście na skałę po drabince alpinistycznej również nie nastręczyło kłopotów i pomknęliśmy dalej W trakcie jazdy Pawła zaczęło boleć kolano, w które uderzył się na BnO Zwolniliśmy nieco tempo Na przepaku spędziliśmy kilkanaście minut posilając się Szybkim marszem wyruszyliśmy w kierunku Doliny Będkowskiej, w której zlokalizowane było kolejne zadanie specjalne - zjazd na linie Wykonaliśmy go bez kłopotu i ruszyliśmy w dalszą drogę Kolejnego punktu szukaliśmy dobre kilkanaście minut, dopiero po konsultacji telefonicznej okazało się, że nie został rozstawiony Jeden z kolejnych przelotów również zabrał nam sporo czasu - wybrany wariant okazał się prowadzić przez plątaninę jeżyn, w dodatku punkt do którego prowadził został błędnie rozstawiony Postanowiliśmy wybierać od tej pory pewne przeloty, choć wiązało się to czasem z nadłożeniem drogi W Dolinie Kobylańskiej zaliczyliśmy kolejne zadanie specjalne - Paweł udał się na "tyrolkę", ja "wymałpowałem" na skałę Przez Dolinę Bolechowicką dotarliśmy do Jaskini Łabajowej a stamtąd na przepak Na etapie rowerowym zmęczenie zaczęło dawać się we znaki, popełniliśmy błąd nawigacyjny i straciliśmy cenny czas Udało się nam jednak utrzymać pozycję Kolejny etap pieszy nie przysporzył większych kłopotów nawigacyjnych choć pomyliliśmy dojście do początku odcinka specjalnego Do pokonania został nam 2 kilometrowy odcinek kajakowy Tuż za nami na start odcinka przybyli nasi rywale Okazało się że ich umiejętności wioślarskie są dużo lepsze niż nasze Błędy nawigacyjne jakie popełniliśmy zemściły się podwójnie - straciliśmy 6 miejsce 100 metrów przed metą Mimo to start uważam za udany Choć był to nasz debiut na długiej trasie, ukończyliśmy rywalizację (udało się to 10 spośród 21 zespołów)

 

Eksploris - Zachęceni powodzeniem w ERO postanowiliśmy wystartować także na długim dystansie Pierwszy etap - BnO pokonaliśmy niemal bezbłędnie Na rowerach szybkim tempem zaliczaliśmy punkt po punkcie Krótki postój zdarzył się nam przy jednej z jaskiń - punkt rozstawiony był w innym miejscu niż na schemacie i chwilę nam zajęło nim go odnaleźliśmy Do przepaku dotarliśmy zdecydowani na dalszą walkę Drugi BnO pokonywaliśmy w butach rowerowych, co niekorzystnie odbiło się na kolanach Pawła Wolniejszym tempem zaliczyliśmy wszystkie punkty i wsiedliśmy znowu na rowery Na tym etapie zaliczyliśmy dwie wpadki nawigacyjne, jedną gumę oraz zadania specjalne: wspinaczkę oraz szukanie punktu w jaskini Po dotarciu do bazy okazało się że etap rolkowy został odwołany ze wzgędu na mżawkę padającą od kilku godzin Pierwsze dwa punkty odcinka pieszego, w tym zadanie specjalne składające się z mostu linowego, zjazdu i wyjścia po linie kominkiem skalnym zaliczyliśmy jeszcze bez czołówek Kolejne punkty odnajdowaliśmy już po ciemku Szukanie jednego z nich zajęło nam dużo czasu - błądziliśmy wśród jeżyn, chaszczy, i dopiero drugie podejście zakończyło się sukcesem Z kolejnym punktem również nie było łatwo, choć odnaleźliśmy go znacznie szybciej Kiedy wybiła godzina zamknięcia mety zrezygnowaliśmy z szukania ostatnich 3 punktów i najkrótszą drogą wróciliśmy do bazy Pomimo że nie ukończyliśmy zawodów rajd ten był cennym doświadczeniem i lekcją pokory