Copyright Marcin Ch. © 2006 Design by JAsko zalecana rozdzielczość: 1024 x 768

 

 

 

PASMO POLIC 25.11.2006

 

Kolejna wycieczka zmusiła mnie do zwleczenia zwłok z łóżka o 5 rano i zmierzenia się z poranną ciemnością i mgłą. Feralny pociąg o 6:41 znowu przyprawił mnie i jadącą ze mną ekipę o dreszcze – godzina odjazdu minęła a my dalej staliśmy… Okazało się, że na szczęście to tylko 10-cio minutowy poślizg. Bez problemów wyładowaliśmy się na stacji w Jordanowie, gdzie czekał na nas Furman. Sporą, dziewięcioosobową grupą (Kasia, Żaba, Pit, Furman, Leszek, Lukas, MiśQ, Wielki Adwersarz, Skolioza) dojechaliśmy asfaltem do centrum. Tam niektórzy poczynili ostatnie zakupy i ruszyliśmy poskramiać bezdroża. Początkowo szlak wiódł polnymi drogami i ścieżkami aż do miejscowości Bystra. Tam zaczęły się prawdziwe góry. Początkowo łagodnie wspinająca się szeroka szutrówka przerodziła się w wąski, leśny wąwóz usiany luźnymi kamieniami i śliskimi liśćmi. Po stromym odcinku, który zmuszeni byliśmy pokonać z buta teren zaczął się kłaść. Wszyscy - bez względu na technikę i parę w łydce – złaknieni jazdy dosiedli swych maszyn. Walcząc o każdy obrót koła zdobyliśmy Cupel. Stąd granią podążyliśmy w kierunku Naroża i Urwanicy. Teren był znacznie łatwiejszy, pomimo to wymagał pełnej koncentracji. Głębokie koleiny wypełnione wodą czyhały na każdy, najmniejszy nawet błąd któregokolwiek z jeźdźców. Niewielki uślizg przedniego koła Furmana zakończył się błotną kąpielą całego lewego boku. Od schroniska na Hali Krupowej dzieliły nas jeszcze dwa szczyty, pechowiec dawał z siebie wszystko na podjazdach by utrzymać termikę. Do samej Hali doprowadzał szybki zjazd, osłoniętym przez drzewa i krzewy korytarzem. Wjeżdżając na otwartą przestrzeń dostawaliśmy niespodziewany cios w postaci silnego, bocznego wiatru. Trudno było utrzymać tor jazdy aż do samego schroniska. W zaciszu górskiej chaty odpoczęliśmy, posililiśmy się i nieco wysuszyliśmy. Zregenerowani ruszyliśmy w kierunku celu wyjazdu – Policy. Ta nie dała się zdobyć łatwo! Długi, stromy podjazd najeżony śliskimi kamieniami powklejanymi w błotnistą maź wymagał pełnej koncentracji i dobrej techniki. Lawirując między powalonymi przez wiatr potężnymi drzewami osiągnęliśmy szczyt, z którego roztaczał się ładny widok na Babią Górę i Tatry w oddali. Nie zabawiliśmy na nim długo, gdyż czekało nas ukoronowanie kilkugodzinnego wysiłku – zjazd przez Halę Śmietanową do Zawoi. Ścieżka początkowo wiła się dość łagodnie w dół, raz po raz zaskakując nas stromymi krótkimi fragmentami. Zjazd przez dwa kamienne progi wydawał się być najbardziej wymagającym fragmentem. Do czasu… Na Hali Śmietanowej pozwoliliśmy sobie na chwilę relaksu. Stamtąd szlak zaczął gwałtownie opadać w dół wąską, krętą ścieżką. Przesmykując się między drzewami dotarliśmy do fragmentu, który dla mnie był esencją MTB. Strome zbocze, śliskie, nieregularnie rozsiane głazy nie pozwoliły na bezmyślne puszczenie klamek. Szorując pampersem o tylną oponę starałem się utrzymać równowagę i nie blokując kół zdobywać kolejne centymetry. Nim adrenalina zdążyła wrócić do przyzwoitego poziomu zacząłem walczyć z wymytymi przez wodę uskokami, korzeniami i błotnistą mazią. Ten fragment niestety w całości nie dał się okiełznać… Na wysokości górnej stacji kolejki na Mosornym Groniu zjazd całkowicie zmienił swój charakter. Ścieżynka w lesie przerodziła się w szutrową szeroką drogę. Wiatr hulał w otworach wentylacyjnych kasku, a my łapaliśmy z poślizgiem każdy kamienisty zakręt. Nim zdążyliśmy się zorientować dotarliśmy do pierwszych zabudowań Zawoi. Nadchodząca szarówka mobilizowała nas do dalszej jazdy, wcześniej jednak Lukas musiał uporać się z wymianą rozciętej dętki. Do centrum wsi dojechaliśmy przy zapadającym zmroku. Kilkaset metrów dalej rozstaliśmy się z Furmanem, który asfaltem wrócił do Jordanowa i zaparkowanego tam samochodu. Pozostała część grupy asfaltowymi serpentynami podjechała na przełęcz Przysłop, a stamtąd czerwonym szlakiem trawersowała szczyt Magurki. MiśQ – doświadczony nightraider prowadził grupę przez górskie bezdroża. Zjazd zakończyliśmy w Suchej Beskidzkiej, skąd pociągiem wróciliśmy do Krakowa

 

WYCIECZKA OKIEM FURMANA