Zawody cross-country w
Dolinie Będkowskiej 14.05.2006r
Pewnego dnia Pit podesłał mi link do strony III Jurajskiego Wyścigu w Kolarstwie Górskim. Decyzja zapadła od razu – JEDZIEMY! Kiedy w dniu zawodów przyjechałem na miejsce startu nie było jeszcze nikogo znajomego. Pobrałem numery startowe i przypiąłem je do roweru i koszulki. Wyruszyłem na objazd oznakowanej już trasy. Po powrocie do biura zawodów zastałem Furmana i Pita. Okazało się, że start naszej kategorii odbędzie się o 11:30, mieliśmy więc przed sobą dwie godziny leniuchowania. Podczas dyskusji o sprzęcie, rozległ się głośny syk. Każdy popatrzył w kierunku swego rumaka. Pechowcem okazał się Furman… Ogromnym zaskoczeniem był dla wszystkich rozmiar usterki – dziura w dętce miała długość 15cm! Od razu weryfikacji poddane zostało drugie koło, gdzie zauważona została dziurawa… opona. W ruch poszły narzędzia, dętki, łatki. Kiedy przyszło do pompowania okazało się, że pompka Furmana akurat dziś nie działa… Pit pospieszył ze swoim narzędziem, ale i ono nie radziło sobie z „magicznymi” wentylami dętek z Decathlonu. Po kilkunastu minutach walki udało się pożyczyć pompkę która rozwiązała problem.
Na starcie stanęło około 50 amatorów. Po gwizdku sędziego wszyscy pomknęli co sił w nogach dziurawą, wykoszoną łąką. Z przerażeniem zauważyłem, że przede mną jedzie mnóstwo osób, za mną nieliczni. Kiedy nawierzchnia zmieniła się na szutrową postanowiłem ulokować się w środku stawki. Zbliżając się do ostrego, lewego zakrętu minąłem Furmana, który przed startem stał za mną. Zaniepokoiło mnie to i postanowiłem przesunąć się jeszcze o kilka pozycji do przodu. Na długim, twardym podjeździe minąłem kilka osób. Kiedy teren się położył, zapiąłem blat i poczułem, że mogę spokojnie tak jechać. Pętlę kończył zjazd mokrą łąką przeradzającą się w leśny wąwóz. Moje semi-slicki niezbyt dobrze radziły sobie w takich warunkach, więc musiałem nieco zwolnić. Drugą pętlę rozpocząłem jadąc za dwoma kolegami w czerwono-niebieskich koszulkach. Na podjeździe udało mi się wyprzedzić jednego z nich. Drugi widząc co dzieje się za jego plecami nacisnął mocniej na pedały. Z oczu zniknął mi dopiero na zjeździe, gdzie musiałem zwolnić. Tam również dogonił mnie ten wyprzedzony. Czując oddech rywala na plecach popełniłem błąd: za szybko chciałem pokonać ostatni zakręt przed metą. W efekcie tego wpadłem w taśmę wytyczającą trasę, zaplątując się w nią i jednocześnie dając się wyprzedzić. Mimo próby ataku rywal był już poza zasięgiem. Wjeżdżając na metę sędzia wyczytał moje nazwisko jako piątego sklasyfikowanego. Furman przyjechał w pierwszej dwudziestce, a Pit parenaście pozycji za nim. Czekając na oficjalne wyniki obserwowaliśmy wyścig elity, podczas którego zerwała się ulewa. Jak dobrze, że nie trafiło na nasz start i moje semi-slicki… Podczas dekoracji zwycięzców zostałem wywołany jako szósty, za co wręczono mi dyplom. Zdziwiło mnie to odrobinę. Nie dopytywałem się skąd ta zmiana pozycji, gdyż pojechałem na rajd, żeby dobrze się bawić, a z tego zadania organizatorzy wywiązali się doskonale!!!
Pod tym LINKiem znajduje się relacja z zawodów autorstwa Furmana. Zapraszam do lektury!